Teksty umieszczone w tym dziale są odzwierciedleniem wewnętrznych przemyśleń, spotkań z samym sobą osób, które chcą podzielić się swoim doświadczeniem, stanowić pewnego rodzaju drogowskaz dla wszystkich poszukujących radości i spełnienia w życiu.

Pod powierzchnią

Wracam do przeszłości, utwierdzam się w decyzjach, ocenach. Analizuję warianty, które nic nie znaczą, które się nie wydarzyły i nie wydarzą. Boję się, wątpię. Często coś stoi na przeszkodzie, aby się cieszyć. Siadam i oddycham. Zatrzymuję świat. Skoro jest oddech, ja jestem.  Wtedy słyszę i widzę. Wszystkie gotowe interpretacje, plany odkładam na bok, żeby dostrzec życie przez nie pochłonięte. Nieważne stają się góry i doliny, raz piękne, potem znów niebezpieczne i złowrogie. Mapy powierzchownego życia wymyślone na użytek umysłu szukającego zmieniających się bodźców. Wiecznej interpretacji zależnej od punktu widzenia. Jakże to męczące, kiedy człowiek chce się tego pozbyć. Czuję napięcie we wszystkich komórkach. Pragnienie prowadzące to niezadowolenia z samego siebie. Co znowu chcę potwierdzić? Do jakiego schematu pojawiającego się w mojej głowie znów nie pasuję? Co po raz kolejny ma być lepsze od teraźniejszego stanu? Szukanie błędów kierujące na manowce. I ciągle od nowa. A spotkanie ze sobą odstawiam na boczny tor. W natłoku ważniejszych tylko z pewnego punktu widzenia rzeczy wypatruję usprawiedliwień. Bez obaw, na pewno się znajdą. Niekiedy trudno przesunąć punkt ciężkości. Przemieścić ten odważnik do środka, tak by pomarszczona powierzchnia codzienności była tym, czym jest, pomarszczoną powierzchnią, splotem potrzebnych wydarzeń uspokajanych wiatrem świadomości. Ciągle zadaję sobie pytanie, kim jestem. Znam odpowiedź, ale na ile jestem jej świadoma? Na ile znajomość odpowiedzi ogranicza moje spotkanie ze sobą? Schodzę więc w dół, zostawiając po drodze wszystkie słowa, cały czas jest ich wiele, myśli kłębią się w mojej głowie i jak wiry próbują mnie wciągnąć. Postanawiam jednak się nie dać. Iść dalej, jak człowiek wiedziony przeczuciem, że ktoś istnieje pod nimi. W każdej wolnej chwili będę zaglądać pod warstwę zabiegania i zamyślenia. To czas porzucenia cudzych drogowskazów, nie mogą mi pomóc. Znam siebie, więc wiem, że pojawią się wymówki. Kto ich nie zna? Ale już czas zostawić także i je. Skoro jestem, jestem w stanie zrobić i to. Kim jesteś więc, człowieku?   z

17 października 2015

wśród galaktyk codzienności

Podróż w głąb siebie zaczynam od rozpoznania swojego zewnętrza. Żyję nim codziennie. Widzę siebie i innych borykających się z tymi samymi problemami, emocjami. Nawet w tym jesteśmy podobni. Każdy ma swoją dawkę, ale w gruncie rzeczy niczym się one nie różnią. Prześcigamy się w porównywaniu, kto ma lepiej, kto gorzej, wątpimy w siebie, obawiamy się przyszłości. Codziennie. Wszyscy szukamy rozwiązań i odpowiedzi, i czekamy na lepsze jutro. W nim wszystko się układa, jak chcemy. Tylko teraz, tutaj życie szwankuje. I tak w kółko, od rana do nocy, mijają dni, tygodnie, miesiące na stawianiu warunków życiu, na pragnieniu, by być szczęśliwym.

Otwieram więc takie małe drzwiczki, przez które słyszę cichutką podpowiedź – jak długo jeszcze? Ruszam tym tropem. Kto mnie pyta? Czego chce ode mnie? I jeszcze dalej, by zauważyć, że pytania się kończą, galaktyki suną jedna za drugą. I znów pewien niepokój. Po co w te galaktyki się zapuszczasz? Nie musisz tego robić. Wróć. Rozejrzyj się. Oto twoja codzienność. Tutaj, na ziemi. Okno, podłoga, półki, szafa… I ludzie, i tysiące różnych przedmiotów, i tysiące spraw. Bądź świadoma. Usiądź sama ze sobą. Pozwól temu wszystkiemu być – choć boli, choć trudne –cała gama emocji. Nie wypieraj się ich. Nie obawiaj płaczu. Wszystko ma swoje miejsce i czas, także to. Nie rób sobie wyrzutów. Odpoczywaj, oddychaj, pracuj. Oczekując czegoś tracisz rozpoznanie siebie. A przecież jesteś, także w momentach trudnych. One przemijają, jak wszystko. Bądź więc dobra dla siebie. Po prostu. Szanuj się. Pij, jedz, oddychaj, przytulaj. Reszta sama się dopasuje, choć wydaje ci się, że sama musisz wszystko zrobić. Otóż nie. Ciesz się, że możesz zobaczyć siebie w takich momentach, tę zmienną i tę stałą pod spodem. Jesteś jednocześnie jednym i drugim. Czyż to nie fascynujące? Jesteś po prostu. Nie martw się upływającym czasem, on niczego nie zmienia. Jesteś cały czas. Niezależnie od wszystkiego – jesteś. Poza czasem, miejscem, pracą, domem i jednocześnie w tym wszystkim. Łączysz wszystkie elementy. To ty jesteś punktem wejścia/wyjścia. Poprzez ciebie przemawia jednocześnie widzialne i niewidzialne, skończone i nieskończone. Bez ciebie świat znika. Pozwalasz mu zaistnieć, przejawić się w fizycznym wymiarze. Reszta jest tylko dodatkiem. Raz jasnym, raz ciemnym.   z

17 października 2015

zmienne i stała

Szukam tej przestrzeni w sobie, tego bezczasu, który jest mną, a który zamienia się w czas w natłoku codziennych wydarzeń. Więc szukam  go, wypatruję, a on przykryty wydarzeniami szemrze cichutko. Minuta goni minutę, każda wypełniona jest czymś coraz bardziej, coraz intensywniej. I trudno mi wyrazić zgodę na to wszystko, trudno akceptować rzeczywistość. Choć nic się nie zmienia, to tak dużo się zmienia. A bunt narasta. I teraz kiedy siedzę ze sobą, dostrzegam, że znów złoszczę się na okoliczności, które są tylko okolicznościami. Złoszczę się na innych, na siebie i Życie w ogóle. Znów świat nie dopasowuje się do moich wymagań. Uśmiecham się więc, czytając tę listę wymagań, pilnując, by wszystko równo było i nic nie wystawało.

 Nie może być idealnie, nie może być tak samo. Nie ma w tym nic dziwnego, że jest inaczej – to nasze zbawienie, ta inność, ta wyrywająca się wszelkim kwalifikacjom rzecz – nienazwana, powodująca niepokój, łamiąca schemat. To nasza dłoń, widzialny sygnał od nas samych, przypomnienie: nic nie jest równe, nic nie musi być równe, ani uporządkowane, ani przewidywalne. Bo my, ludzie, tacy nie jesteśmy. W naszym wnętrzu, pod burzą emocji, ciągiem wydarzeń, ukryte jest coś co stanowi tajemnicę nawet dla nas samych. I te wszystkie „niezgodności” i niedogodności dnia codziennego stamtąd pochodzą. Pokazują drogę. Mówią: spójrz, człowieku, co w tobie siedzi. Spójrz, jaki wir tworzysz wokół siebie, by tylko uniknąć wejrzenia w głąb. Chcesz ideału naokoło, chcesz przygładzić nierówności, żeby poczuć spokój, a on już jest. Pragniesz tego, co już jest od zawsze w tobie. Szukasz tego naokoło – i nigdy nie znajdziesz. Jak możesz znaleźć wodę w deszczu lub drzewo w lesie, skoro one tam są, istnieją? Poruszasz się z opaską na oczach. Niczym ślepiec odbijasz się od przeszkód, które wytwarzasz sam. Odbijasz się od wody, drzewa, siebie, nie wiedząc nawet, że już nic nie musisz. Ani szukać, ani porządkować, ani martwić się czymkolwiek. Istniejesz, to najradośniejsze, najdonioślejsze. Nic innego się nie liczy. Nie próbuj zapanować nad Życiem przejawiającym się w codzienności. To miliardy zmiennych i jedna stała – Ty. Podróżuj w głąb siebie, podróżując w Życie. Niczym się nie różnicie.   z

17 października 2015

Wieczne istnienie

Życie jest twoim przyjacielem. Nie ma się czego bać, bo wszystko ci sprzyja. Jesteś częścią wielkiej całości, ona nie jest groźna i niebezpieczna, chyba że chcesz ją jaką taką widzieć. Świat to twoje wielkie lustro. Ukazuje się w nim to, w co wierzysz, aż do momentu, kiedy oglądasz całość. Wtedy wszelka wiara zanika, to co jest, staje się codziennością. Istniejesz jako ty, jako on, jako podmuch wiatru i blask gwiazdy. Stajesz się domem dla samego siebie i wszystkiego innego. Gdziekolwiek spojrzysz, dokądkolwiek się udasz, cokolwiek będziesz robić, zawsze będziesz u siebie. Każda granica, każda przeszkoda zaniknie, bo stanie się tylko wytworem nieistniejącego. Ty stracisz granice, nie będą ci już potrzebne, żeby cokolwiek wyznaczać, bo znika strach. Kiedy on znika, nie potrzeba ograniczeń, żeby utrzymać go w ryzach. Potrzeba staje się nie-potrzebą, wszelkie przeciwieństwa losu znikają, bo nie ma przeciwieństw w tobie. Wszystko się rozpływa, rozmywa, a ty razem z tym. Nic nie dzieje się tobie, skoro znikasz, wydarza się tak po prostu, bez szukania związku i przyczyny. Nie jesteś już punktem stycznym do niczego. Nic już nie potrzebuje stycznych. Dzieje się samo przez siebie. Tak jak ty. Nie ma uzasadnienia. Wieczne istnienie. Niczego nie potrzebuje, o nic nie prosi. Jest.   z

14 września 2015

Eksperyment

Gdzie znaleźć sens, jeśli wszystko jest bez znaczenia? Jakakolwiek decyzja, wypowiedź, działanie – wszystko to bez różnicy? Po co to zatem? Gdzie ekscytacja życiem? Gdzie radość? Tam, gdzie nigdy nie patrzyłaś – w środku. Jeśli będziesz poszukiwała sensu w swoich poczynaniach, nie znajdziesz go. Bo tu go nie ma. Na zewnątrz rzeczywiście nie ma znaczenia czy się śmiejesz, czy płaczesz. Możesz to robić, kiedy chcesz, nawet jednocześnie. Istota ukrywa się w twoim podejściu do zewnętrznego wymiaru egzystencji. Wiesz, że to gra, zabawa, symulacja – nazwa nie gra roli. Jest to jednak coś, co wskazuje ci jaka jesteś. W tym tkwi jej najgłębszy sens. Spójrz na to jako na podróż w głąb, wtedy dostrzeżesz okoliczności, wręcz każdy szczegół, który prowadzi cię do siebie, a potem poza siebie. Wszystko to jest tak realistyczne, byś zobaczyła, że takie nie jest. Że próbuje cię zwieźć pozornym pięknem przeciwieństw, walki z nimi. Nadaje więc cel, który jednak jest celem fałszywym. Skupiając się na pozorach, doświadczasz pozorów szczęścia, miłości i radości i ich drugiej strony. Stają się one tak silne, że trudno ci uwierzyć, jak zła potrafisz być. A jednak cały czas podróżujesz po pozorach. Nie walcz z nimi, po co walczyć z nieistniejącymi sprzecznościami. Walka nadaje im sens istnienia. Pozwól im być, wtedy, jak to pozory, znikną. Wnikną w ciebie. Będziesz je mogła obserwować jako realne przejawy siebie w sobie. Jako takie staną się prawdziwe. Staną się twą integralną cząstką. Nie szukaj żadnego sensu tam, gdzie nie istnieje taka kategoria. Zgódź się na eksperyment, prawdziwe w nim jest tylko to, co istnieje w tobie – żadne obrazy takie nie są. Szybko odkryjesz, że trudno ci pojąć siebie. Nie masz pojmować, odczuwaj całą sobą. Jeśli się uda – spokojnie. Wtedy wszystko się szybko skończy. Jeśli intensywnie też w porządku, może skończy się jeszcze szybciej. Dróg dojścia są setki. Nie ma dobrej, każda jest właściwa. Nie masz wyznaczonego czasu, z którym należy się ścigać. Klucz tkwi nie w sposobie poznawania siebie, ale w zaufaniu do siebie, słuchaniu siebie. Poczujesz nie raz, że brakuje ci sensu. To nic. Grunt, by to przyjąć. Wtedy radować cię będzie życie, odkrywanie go, zatopienie się w nim i jedność z nim. I znikniesz, by ono było.   z

25 sierpnia 2015

Zmiany – niezmiany

Wszystko, co robię, każdy gest, spojrzenie, reakcja są wyrazem mojego stanu świadomości. Odwracając się od bieżących wydarzeń, odwracam się od siebie. Każda niezgoda, opór wobec myśli, wobec wydarzeń, ludzi to ucieczka od siebie. Każda medytacja mająca coś przynieść jest ucieczką od siebie. Założenie, oczekiwanie, marzenie są nieuświadomionym wyrazem sprzeciwu wobec własnego życia. Czekanie na moment oświecenia, zmiany życia, szczęśliwe zakończenie również przenoszą nas daleko poza własną istotę. Zgoda na myśli, jedną lub wiele jest taką samą zgodą jak ta na codzienne wydarzenia. Nie wiem, co za chwilę pomyślę, nie wiem, co za chwilę się wydarzy. Ale cały czas jestem – kiedy myślę, kiedy tego nie robię, w chwilach smutku i szczęścia. Właściwie należało by powiedzieć, że mnie nie ma. Ciało wyznacza granice pewnej formie, która całą sobą wyraża życie. Poza jednostką, która wydaje się być dla siebie najważniejsza i tworzy swoją historię, interpretację życia, a nie życie samo w sobie. Istnieje tylko życie przejawiające się na miliony sposobów, wspólne w roślinie, zwierzęciu i człowieku. Życie bez podziału na ważniejsze i mniej ważne, na piękniejsze i brzydsze kwiaty. Trwa ono po naszej śmierci wcale nas nie potrzebując, chcąc jednak przejawić się w nas jako wieczna niepowtarzalność. Tak bardzo dążymy do przyszłego oświecenia, że gubimy podstawowy fakt. Iluzja cudownego stanu zabiera nam całe zakorzenienie w chwili obecnej. Wyrywamy się gdzieś pchani marzeniami kompletnie nierealnymi, bo wierzymy w coś, co istnieje tylko w naszej wyobraźni. Celem naszego życia nie jest oświecenie, bo życie nie ma celów. Rozluźnij się, przestań dążyć do czegoś mniej lub bardziej określonego. Powiedz sobie wprost, że nie masz zielonego pojęcia, jak nie myśleć, jak medytować, jak być w teraźniejszości. Jaką to daje lekkość i swobodę. Jaki spokój. Jaką akceptację. To wystarczy. Nic więcej nie potrzeba, by żyć. Nie martw się każdą myślą, nawet tysiącem myśli – kompletnie nad tym nie panujesz. Nie panujesz nad niczym. Nic nie musi być takie, jak chcesz. Nic nie musi się skończyć, jak chcesz. Czy to nie piękne? Nic nie musisz zmieniać. Co chcesz zmieniać, skoro nad myślami nie panujesz? Dlaczego chcesz to zmieniać? To nie jest coś, czym masz się zająć. Myślisz – ok. Nie myślisz – też ok. Nie na tym masz się skupiać. Życiu to bez różnicy. Zostaw wszystkie „muszę”. Ciesz się sobą. Wtedy znikniesz. Będziesz żyć..  z

25 sierpnia 2015

Podróż ze świecą

Tyle szukania, rozglądania się i próbowania. Jak wiele rzeczy chcemy uznać za nasze, jak wiele okazuje się nimi nie być. A te nasze są tymi zazwyczaj, od których uciekamy, od których się odwracamy w niezgodzie mocno marszcząc czoło. To właśnie w tych odrzucanych często wydarzeniach, rozmowach, codziennej krzątaninie, obowiązkach ukrywamy się my i prawda o nas. Nie chcemy jej dostrzec w naszych reakcjach, odpowiedziach. Zawsze znajdujemy wytłumaczenie – a to zmęczenie, a to trudny dzień, usprawiedliwień są setki. Cały czas zgłaszamy sprzeciw, bo ten moment, dzień, miesiąc, życie zaplanowaliśmy inaczej. Wszystko powinno być inaczej. Moment wystarczy, aby otworzyć oczy i zrozumieć, że chcemy zakłócić naturalny bieg rzeczy. Moment, który przychodzi nieoczekiwanie. Przecież świat i ludzie nie działają przeciwko nam. Są tacy, jakimi mogą być. Czegóż od nich chcemy? W tym naturalnym, niezakłóconym przez naszą interpretację rytmie ukryte są klucze do Źródła. W codzienności, w tym, co robimy, co umiemy, czym się interesujemy znajdują się wskazówki dotarcia do samego siebie. Sposób na rozmowę z samym sobą, język tej rozmowy. Cały wszechświat mówi do nas znakami, które tylko czekają na odkrycie. Nasze znaki, nasze ich zrozumienie. Świeca może oświetlić ciemności, może oświetlić drogę sama drogą nie będąc. Od nas zależy co tą świecą będzie. Od nas zależy czy świeca nas zaślepi. On nas zależy, czy zaczniemy wierzyć, że sami potrafimy odkrywać swój świat.  z

11 sierpnia 2015

Między euforią a zwyczajnością

Podróżujemy między wyspami euforii, gubiąc życie. Chwytamy się, niczym tonący gałęzi, tego co o nas i świecie mówią inni. Poszukujemy metody na odkrycie siebie pośród książek, w których spotkamy jednak kogoś innego. Czujemy się odkrywcami siebie, słuchając innych, którzy siebie znaleźli i giniemy zaplątani w ich ścieżki. Tkwiąc w stanach euforii, zapominamy o tym, kim jesteśmy, dokąd idziemy, wierząc słowom kogoś, słowom które mogą doprowadzić tylko do bramy. Wchodzimy gdzieś, ale nie do siebie. To nie nasza brama się otwiera, choć wydaje nam się, że podążamy ścieżką własnego życia. Słowa jako drogowskazy są cenną i potrzebną wskazówką, która prędzej czy później uświadamia, że dalej jest się tylko sobą. Przychodzi moment, kiedy trzeba odłożyć na bok wszystko, co się poznało i usiąść ze sobą. Euforia znika. Pojawia się zwyczajność, cisza i mnóstwo wątpliwości na początek. One jednak pozostają na powierzchni jako nieistotne, nic nie znaczące wobec życia, które trwa wokół i w nas. Widzimy siebie i przydarzające się okoliczności, widzimy siebie reagującego na te okoliczności, choć to nie my reagujemy. Obserwujemy zmiany dziejące się wokół, choć przecież nic się nie zmienia, nigdy się nie zmieniało i nie zmieni. Odczuwamy, kim jesteśmy. Za nami zostaje potrzeba udowadniania sobie i innym, przyjmujemy każdą informację bez reakcji na nią, nie tłumaczymy niczego, nie programujemy, nie analizujemy. Po co to wszystko, skoro jesteśmy sobą, nikim więcej?   z

31 lipca 2015

Zamilknąć

Schodek po schodku wchodzę, wspinam się i zbiegam. Porażki i sukcesy. I wszystko sprowadzone do słów, które są wyrocznią. Zamykają wszystko. Ograniczają rzeczywistość do racji. Widzą tylko swoją słuszność. Słowa moje, czy twoje, to już bez znaczenia. Istnieją w milionach wersji. Odgradzają nas od siebie. Jakże chciałabym zamilknąć, nie wypowiedzieć już nic, co może zostać zinterpretowane po swojemu. Co prowadzi do fałszu uznawanego za słuszność. Żyjemy za zasłoną, chowamy się sami za naszymi racjami, bo do tego sprowadzają się nasze rozmowy. Udowodnić, przywłaszczyć, wygrać. Małe racje, które dają nam poczucie panowania nad rzeczywistością, która w ogóle nie istnieje. Kto zechce udać się poza słowa? Kto zechce odczuć? Uznać swoją małość, by ujrzeć swoją wielkość? Kto porzuci ułudę codzienności, by dostrzec jej prawdę? Kto przyzna, że jest bez znaczenia, by odkryć swoje imię? Ból jest wynikiem wydumanej wielkości. Czy jesteś dla siebie tak mało ważny, aby zostawić ból za sobą? Czy jesteś aż tak ważny, aby to zrobić? Paradoksy mające oddać choć namiastkę nienazwanej Prawdy.  z

15 lipca 2015

Teatr cieni

Składam siebie z kawałków, ale zaraz się rozpadam. Kontury i szczegóły tracą znaczenie. Nawlekam na nitkę figury, które zdają się występować w teatrze cieni. Nic nie jest takie, jakie naprawdę. W końcu cienie rozpierzchają się. Okazuje się, że nigdy ich nie było. To tylko moje oczy, niczym oczy ślepca, prowadziły mnie po omacku. Odzyskać wzrok, widzieć jasno, przejrzyście, że w świecie wszystko stanowi cień samego siebie. Nie trzeba jednak szukać drogi w ślepej wędrówce. Wystarczy usiąść i skierować swoje oczy tam, gdzie brak skrzyżowań, gdzie brak granic, gdzie nazwy nie walczą o pierwszeństwo. Tam, w zaciszu, okazuje się, że jesteśmy podróżnym po świecie iluzji i mapą drogi do domu. z

14 lipca 2015

Tło wydarzeń

Tam gdzie znikam, wszystko się zaczyna. W spirali galaktyk tańczą ze sobą opozycje. W idealnych proporcjach, poza czasem i przestrzenią, bez jakiegokolwiek osadzenia – centrum, w którym wszystko się porusza, samo w sobie staje. Tu zaczyna się i kończy każde istnienie, każde tchnienie, jedno po drugim trwają niezmiennie, od zawsze. Cisza, bezkres, miłość. Tymczasem ciągle do czegoś dążysz. Karmisz się wrażeniami, spojrzeniami, widzisz siebie i świat. Stawiasz granicę, chcesz ją widzieć. Inaczej już dawno przestałaby istnieć. Dzielisz. Połącz ten sztuczny podział. Skup się na tym, co poza nim istnieje. Spójrz pod nazwy, obrazy, dźwięki. Nie szukaj potwierdzenia dla swego istnienia w słowach. Pozwól sobie, by zniknąć. Stań się jak gładka tafla wody, odbijająca to, co prawdziwe. Wyciągasz do siebie niewidzialną rękę. Dotykasz jej. Wyznaczasz współrzędne spotkania. Udaj się na nie. Zawiruj w gwiezdnym tańcu. Schowaj opinie, stań się tłem wydarzeń. Pozwól innym rozkwitać. Wtedy znikasz z każdym oddechem. Przekraczasz swoją własną granicę. z

14 lipca 2015

Znikający czas

Jestem w punkcie wejścia/wyjścia. Rozpuszczam się w początku i końcu. Pozwalam, by dźwięki stały się ciałem, dotykały mnie i przenikały. Jednoczę się z nimi i tak razem płyniemy przez ciszę. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stają się jednym z dźwięków zapisanych na pięciolinii życia. Pojawiają się, by zniknąć. Jestem kluczem je łączącym, choć tak naprawdę mnie nie ma ani mnie, ani ich. Cisza zawiera wszystko, jestem nią i wszystkimi dźwiękami, jeden przenika drugi, współgrają wypełniają się, istnieją ze sobą i razem tworzą pełnię. Życie, niczym dźwięki ma smak, zapach ukryte pod racją, poglądem, wypowiedzianym słowem. To jak fala zniekształca nasz odbiór, tak że ledwo ocieramy się o źródło lub przegapiamy je pogubieni w stawianiu na swoim. Minuta za minutą, nieistniejące, ale upływające, a my w nich czekamy aż coś się zmieni, własnym oczekiwaniem tworząc czas. Życie istnieje tam, gdzie czas dobiega końca, poza kolejną sekundą, minutą, godziną. Kiedy czas się kończy, ja się kończy. Jest to właściwie koniec świata. Poza fizyką, poza niezliczonymi wymiarami, w wiecznym połączeniu wszystkiego.   z

27 czerwca 2015

Mury

Jakiż to egoizm mówić o życiu, że jest moje. Jaka w tym tkwi żądza i chęć posiadania, zawłaszczenia wszystkiego bez granic. Jakiż brak szacunku wobec największej świętości, wobec siebie samego. Zawłaszczamy cały czas wszystkich i wszystko. Dyskutujemy, żeby przedstawić swój punkt widzenia. Oceniamy, żeby pokazać swoją wyższość. Gdy się zatrzymujemy, okazuje się, że niszczymy, sprzeciwiamy się, budujemy mur obronny z naszych stwierdzeń, przeszłości i przyszłości. I tkwimy w tym, niczym w twierdzy, dumni z własnego przywłaszczonego świata. W zatrzymaniu już nie chcemy się odgradzać. Poczucie jedności z życiem, które jest buduje most zjednoczenia, skoro z życiem, także z innymi. Nic już się nie wyróżnia, nic już nie musi być wyróżnione. Roztapia się w trwaniu, w milczeniu. Każdy oddech traktujemy z szacunkiem, jako przejaw nienazwanej tajemnicy, której wierzchołek obserwujemy codziennie w lustrze. Każdy oddech drugiego człowieka jest świętością, której nie śmiemy zaburzyć. Każda myśl, słowo, stają się brzemieniem niszczącym odwieczne misterium życia. Zatrzymaj się więc i z pokorą zanurz w życiowym strumieniu. Wyjdź z twierdzy jaką zbudowałeś z powrotem do codziennego życia, do najprostszych czynności wykonywanych bez murów obronnych, bez historii, bez nazwy, bez siebie na piedestale. Prostota i cisza. Pokora wobec tajemnicy.   z

25 kwietnia 2015

Uporządkować świat

Chcę uporządkować świat przy pomocy słów i wtedy uświadamiam sobie, jak wielka to krzywda dla mnie i świata, jakie to ograniczenie – schować w słowa, upchnąć w słowa coś nienazwanego. Nie można świata uporządkować, można tylko porządkować swoje zewnętrze, co też stanowi fałsz w postrzeganiu, gdyż tak naprawdę zajmowanie się czymś, co jest tylko punktem widzenia traci na znaczeniu i jest ścieżką prowadzącą na manowce. Zawsze i wszędzie kieruj swoje spojrzenie na siebie i swoją istoŧę. Pozostawiaj okoliczności, jakimi są i nie zajmuj się nimi w ogóle lub tylko tyle, ile potrzeba. Nawet pozytywny obrót spraw jest niczym więcej, jak tylko pozytywnym obrotem spraw – kolejnym punktem widzenia, potrafi jednak wnieść więcej chaosu niż coś innego, bo pociąga cię w dające przyjemność rozmyślania, wywołując szereg emocji i utrudniając drogę do sedna – rdzenia samego siebie. Obserwuj zatem te wydarzenia, wycofuj się z udziału w nich świadomie, niech zostaną same sobie na powierzchni. Sięgnij pod te wydarzenia, poczuj ich tło, ich nienazwaną postawę, stamtąd już będziesz znał drogę. Każde zaangażowanie powoduje, że tracisz siebie, a angażujesz się w przemijalną formę, która wyciąga z ciebie niepostrzeżenie życie. Nie oznacza to, że masz się zamknąć i siedzieć i obserwować tło wszystkiego, co się dzieje. Możesz równie dobrze robić, co robisz, nie angażując się i stawiając siebie na pierwszym miejscu. Zauważysz nawet wtedy, że nic ci nie przeszkadza, bo nic nie wywołuje twojej reakcji. Nic ci nie przeszkadza, więc nie męczysz się, jak kiedyś – żyjesz spokojnie podczas sztormu i bezwietrznej pogody.

Kiedy już tak trwasz, zaczniesz zauważać, że znikają granice, podziały. Że życie jest jedynym co jest i przepełnia wszystko wokół. Że ty właśnie jesteś tym życiem. Ze nie ma różnicy między tobą, drugim – każdym człowiekiem, kwiatem, drzewem, a nawet ścianą w budynku. Że jest tylko życie wypełniające cały wszechświat, a ty możesz w skupieniu i rozproszeniu smakować jego trwanie.  z

25 kwietnia 2015

Burza

Jaka to burza cały czas na powierzchni. Jak wiele rzeczy wola i podążam za nimi – myślami, czynami i nagle łapię się na tym, że już nie wiem, gdzie jestem, że trzeba wyjść poza to całe zamieszanie, że wierzę nieprawdziwym rzeczom. Zapominam o faktach. To, co jawi się u mnie jawi się w świecie. To, co widzę, zdarza się w świecie. Jestem poza jestem. Otwieram oczy i pojawia się świat. Kiedy przychodzi wieczór świat przestaje istnieć, zanika w ciemności i ciszy. Jak może być prawdziwy, skoro raz jest, a potem go nie ma? Co jest w nim prawdziwego? Moja obecność we wszystkim, nieokreślona. Wszystko, co się dzieje, dzieje się, ponieważ jestem. Niepotrzebnie tak bardzo chcę na to wpływać, regulować koryto rzeki życia. Jedno związane z drugim dzieje się, kiedy okoliczności na to pozwalają. Stawiam tamy, wznoszę mury, choć wiem, że działam w nieprawdziwym świecie. Jakbym bardzo chciała przedłużyć jego istnienie, jakbym chciała powiedzieć, przecież w tym żyję, nie wymyśliłam go sobie. Czy rzeczywiście? Wszystko jest skutkiem myśli, podejmowanych decyzji kiedyś. Tak jak jutro dzieje się teraz. Stworzyłam swój świat przekonań, wierzeń, założeń i określeń. Zbudowałam swoją tożsamość na podstawie codzienności, opinii innych. Zbudowałam siebie i swój świat ze słów, które przemijają, mają moc stanowiącą, choć nic nie znaczą. I co krok wierzę tym literom, a właściwie sensom, jakie im nadałam.

Pozostaw wszystko. Wszystko czego się nauczyłaś. Porzuć każde słowo, teorię, naukę. Nie próbuj nauczyć się na pamięć, wytłumaczyć sobie. Nie rób nic. Pozwól sobie na to, aby usiąść i po prostu być. Zaakceptować wszystkie okoliczności. Dzieje się to, co się dzieje i nic ponadto. Wydarzenia,  tak jak myśli przychodzą i odchodzą. Zawsze, kiedy czujesz potrzebę reakcji, zrób krok w tył. Wróć  do ciszy, do swojego wnętrza. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój właściwy moment, aby zaistnieć, pozwól, aby tak było. Nie szukaj drogi na skróty, nie ma czegoś takiego. Nie  próbuj na wszystko reagować, reagujesz na coś nieprawdziwego, co odwraca twoją uwagę od rzeczy naprawdę istotnych. Idź poza horyzont wydarzeń. Idź w głąb swej istoty. Idź, by być. Idź poza bycie. Poszukuj, ale w sobie. Odkrywaj i pytaj siebie. Zanurzaj się w to, co czujesz pod codziennością, co jest i tylko tego pragnie. Nie próbuj nikogo zadowolić, jedyna osoba, z którą masz do czynienia to twoja istota, tylko jej istnienie jest prawdziwe, porzuć nieistotne, by żyć. Nieważne co myślą o tobie inni, nieważne co sama o sobie myślisz. To są tylko myśli, które nic nie znaczą. Co mają wspólnego z tobą. Kogo lub czego dotyczą? Idź poza myśli. Posłuchaj, kto ukrywa się pod nimi. Kto nieustannie wyciąga rękę? Kto istnieje pod każdą z sytuacji? Kto nie zmienia się mimo smutku, radości, rozczarowania i zadowolenia? Kto nie potrzebuje nic? Tam się udaj. I chodź brzmi to tam, to jest tu. Nie szukaj i nie wypatruj. Usiądź i słuchaj, to wystarczy.   z

19 kwietnia 2015

Latarnia

Świadomość jest poza słowami. Nikt nie może oddać jej opisem, ponieważ jako abstrakcja nie mieści się w rozumowym słowniku. Wszystkie określenia istnieją po to, aby ją wskazać, przybliżyć. Potem jednak trzeba wyjść poza słowa i poza siebie – ciało, ja, ego i samotnie rozpocząć własną przygodę z życiem w świadomości – w entuzjazmie, spontaniczności, ciągłym zachwycie i inspiracji do wielkich rzeczy – odkrywania siebie.

To życie w zgodzie z samym sobą stanowi ścieżkę ku świadomości. Kiedy zaczyna się odwaga do bycia w tu i teraz, kiedy przeszłość nie rzutuje na przyszłość, kiedy nie tkwimy w iluzji strachu i pragnień, sami sobie dajemy możliwość do poznania prawdy o sobie. Ma ona moc uzdrawiającą nas i wszystko wokół, gdyż wypełnieni jesteśmy bezwarunkową miłością, pozbawieni chęci wyróżniania i rywalizacji, żyjemy poza czasem, więc jego spowolnienie lub przyspieszenie staje się naszym udziałem. Akceptujemy wydarzenia, które dzieją się w naszym życiu, z pokorą traktujemy je jak nauczyciela. Podejmujemy działania, stajemy się niczym plastelina, dostosowując się do każdej sytuacji życiowej i omijając w ten sposób wszystkie przeszkody. Przecież nasza droga wcale nie musi być prosta. Ważne, aby pozostawała naszą drogą.

Poszukujemy przebudzenia, nazywamy ten stan i wyobrażamy sobie, jak wygląda i co wtedy zrobimy. Tymczasem nie da się go nazwać, zrozumieć ani określić, bo czegoś, co jest poza nazwami, świadomości, nie da się określić. Właśnie te wszystkie określenia, założenia i oczekiwania zamykają nam drogę i powodują, że ciągle poszukujemy. Trudno nam wyjść z ciągłej potrzeby określania i posiadania – jestem tym, jestem taki, mam to i tamto, chcę tego i tego. Trudno przyjąć nam, że możliwe jest życie, w którym nic nie mamy, nic nie posiadamy, nic nie nazywamy, po prostu jesteśmy. Niczego się nie boimy, również swoich słabości, wierzymy jednak w siebie. Obserwujemy, więc nie pozostajemy obojętni – będąc dla siebie, jesteśmy dla innych, niczego nie oczekując, niczego nie oceniając, bez rewanżowania, nazywania konkretnej sytuacji jako takiej i takiej. Materia żyje jakby obok nas – potrzebujemy jej do codziennego życia, ale nie stanowi życia sama w sobie, naszego nadrzędnego celu. Cisza, miłość, akceptacja i radość wypływają z nas nieustannie, niczym latarnia kierując innych na drogę do portu.  z

29 marca 2015

Początek podróży

Kiedy decydujesz się na to, by po prostu być wszystko inne traci na znaczeniu. Zaczynasz od uświadomienia sobie w chwilach, kiedy spotykasz się ze sobą, czym i kim nie jesteś. Myśli cały czas próbują tobą zawładnąć, ale to nic. Ważne, aby wytrwale przebywać w odczuciu jestem, bez jakichkolwiek nacisków i oczekiwań. Zaakceptuj wszystko, myśli, emocje, oczekiwania i wyjdź poza nie – one są tylko twoim dodatkiem, nic nie znaczą. Nie potrzebujesz ani ulepszać siebie, po prostu usiądź ze sobą, ciesząc się swoją obecnością. Wiadomo, że chcesz dla siebie jak najlepiej, stąd wszystkie marzenia i oczekiwania. Pamiętaj jednak, że każde pragnienie prędzej czy później związane jest z cierpieniem, ponieważ przynależy do dwoistego świata przeciwieństw. Korzystniej zatem ruszyć w podróż poza pragnienia, bo tylko wtedy pozbędziesz się przeciwwagi. Przebywaj zatem ze sobą, jak najczęściej, każdą wolną chwilę przeznaczaj na odczucie ja jestem. To jedyna prawdziwa, niezmienna rzecz – ja jestem. Wszystko inne się zmienia się, przemija, to zawsze jest takie samo. To początek do podróży we własne wnętrze, w świat bez określeń i nazw. Zacząć musisz sam – tu i teraz, poza myślami, oczekiwaniami, lękami. One istnieją tylko w twojej głowie, są subiektywną wizją zbudowanego przez ciebie świata. Zamknij oczy – bez świata – kim jesteś? Bez ciała – kim jesteś? Zawsze pozostaje jedna rzecz – jesteś i tego się trzymaj, z tego miejsca wyruszaj dalej. Niech to będzie jedyne i najważniejsze – wszystko inne niech sobie przepływa obok. Przestań szukać określeń dla siebie i swoich przeżyć, przestań szukać nazw. Zatop się w sobie bez czegokolwiek. Nic nie oczekuj, trwaj spokojnie, nie odrzucaj myśli ani emocji – nie zwracaj na nie uwagi – słuchaj oddechu, słuchaj ciszy, skup się na tym, co lubisz i krok po kroku zostawiaj zewnętrzny świat pozorów, pragnień i lęków. Ważne jest tylko to, co prawdziwe – bycie samo w sobie. Wymaga to odwagi do zmiany swoich przyzwyczajeń, przede wszystkim ciągłej potrzeby nazywania, nadawania słowom wartości, znaczenia. To świat, w którym nie ma czego nazywać, bo nic tam nie ma. Świat, w którym słowa niczego nie oddają, są puste, a ich wypowiadanie zbędne. Tu znika wszystko, nawet ty sam rozpuszczasz się w ciągłym i niezmiennym jestem. Trwaj w tym bez względu na okoliczności, to źródło ciebie.  z

29 marca 2015

Pytania bez odpowiedzi

Siedzę i rozglądam się po dzisiejszych wydarzeniach. Tyle rzeczy powinno mnie niepokoić. Tyle pytań się pojawić. Co będzie dalej? Co zrobiłam źle? Mam wrażenie poruszania się w oblepiającej mnie mazi. Najdziwniejsze jednak jest to, że czuję spokój. Zastanawiam się, czy może go sobie wymyślam? Oszukuję samą siebie? Wydarzenia się dzieją, a pod moimi reakcjami na nie zaczynam wyczuwać spokój. Obecność. Jakbym siedziała na widowni w teatrze i oglądała, co robię, myślę i czuję. Próbuję nawet wywołać niepokój na siłę, ale nie wychodzi. Trudno mi odnaleźć się w tym stanie. Siedzę więc i patrzę na ekran komputera, na którym pojawiają się literki, na światła w mieszkaniach w pobliskich blokach. Pojawia się impuls, że to punkt zero, punkt uspokojenia umysłu, który rozpoczyna podróż. Słyszę swoje pytanie, w jakim kierunku podążać? Czy jest punkt, w który powinnam patrzeć? Czy jest myśl, którą powinnam obserwować? Czy zamknąć oczy? Nie wiem, choć czuję, że nie będę robić nic. Przypomina mi się fotografia z drzewem odbijającym się w gładkiej tafli wody. Kiedy pojawi się wiatr i zamaże obraz znikną obydwa – drzewo nie będzie widzieć drzewa. Czy przestanie istnieć? Które drzewo jest prawdziwe? Odbijające się czy odbite? Każde i żadne. Oba są czymś co trwa, co stanowi jeden organizm, jeden wszechświat zazębiających się kół. Tam wszystko uzupełnia wszystko, nie ma braku. Kręci się i trwa. Kończą się pytania, bo widać, że jedno pasuje do drugiego, kończą się wątpliwości, bo wszystko jest, jakie jest – nic nie trzeba dodać. Wystarczy trwać w niekończącym się ruchu. Pytanie więc o to, co powinnam robić wydaje się naiwne. Pytania o przyszłość wydają się nie na miejscu. Tego nie ma. Dzieje się to, co się dzieje i łączy wszystko w jeden niefizyczny, bezpostaciowy organizm – istotę, poza byciem nawet, poza słowami, choć szukam tych słów, nie ma możliwości, aby się pojawiły, tam nie mają wstępu. Nazywanie się skończyło. Pozostaje luka, przez którą można się przedostać dalej. Tam każdy rozpuszcza się we wszystkim. I skupia, by stać się każdym we wszystkim.  z

26 lutego 2015

Punkt zero

Zatrzymaj to odczucie i pielęgnuj je w sobie. Niech stanie się twoim codziennym towarzyszem. Nie szukaj go na siłę, rozejrzyj się za nim, kiedy sobie przypomnisz – o czym ja znów myślę, co ja takiego mówię. Kiedy wciągnie cię wir pytań, szukaj tego odczucia. Tkwij w nim. Zatapiaj się w nim. Naprowadzi cię na nie tykanie zegara, dźwięk stóp, kiedy chodzisz po mieszkaniu. Ono jest w tobie cały czas, stanowi jakby tło, margines wydarzeń. Na razie cichy w ciągu dnia, głośniejszy wieczorami, ale kiedy zaczniesz witać je niczym przyjaciela w trakcie wykonywania codziennych czynności, zintensyfikuje się i urośnie. To odczucie to stacja przesiadkowa. Wehikuł, który przenosi do swojego wnętrza i jednocześnie poza siebie. Tak, jakbyś była odbiciem w wodzie, nietrwałą formą, poprzez którą możesz sięgnąć do jej źródła. Jak każda rzecz nietrwała, musi się rozpaść – ten rozpad jest potrzebny, by dostrzec, co ukrywa się wewnątrz – nie ukrywa tam nic fizycznego. Nic nie zobaczysz, nic nie usłyszysz, nic nie nazwiesz. Poczujesz.

Zatrzymaj to odczucie i pielęgnuj je w sobie. Niech stanie się twoim codziennym towarzyszem. Nie szukaj go na siłę, rozejrzyj się za nim, kiedy sobie przypomnisz – o czym ja znów myślę, co ja takiego mówię. Kiedy wciągnie cię wir pytań, szukaj tego odczucia. Tkwij w nim. Zatapiaj się w nim. Naprowadzi cię na nie tykanie zegara, dźwięk stóp, kiedy chodzisz po mieszkaniu. Ono jest w tobie cały czas, stanowi jakby tło, margines wydarzeń. Na razie cichy w ciągu dnia, głośniejszy wieczorami, ale kiedy zaczniesz witać je niczym przyjaciela w trakcie wykonywania codziennych czynności, zintensyfikuje się i urośnie. To odczucie to stacja przesiadkowa. Wehikuł, który przenosi do swojego wnętrza i jednocześnie poza siebie. Tak, jakbyś była odbiciem w wodzie, nietrwałą formą, poprzez którą możesz sięgnąć do jej źródła. Jak każda rzecz nietrwała, musi się rozpaść – ten rozpad jest potrzebny, by dostrzec, co ukrywa się wewnątrz – nie ukrywa tam nic fizycznego. Nic nie zobaczysz, nic nie usłyszysz, nic nie nazwiesz. Poczujesz.  z

25 lutego 2015

powrót

z

TELEFON: 515 465 815

EMAIL:  drejza@drejza.pl

SKYPE: przemodrejza

© 2014 Przemysław Drejza

design IDEAPRESS