Teksty umieszczone w tym dziale są odzwierciedleniem wewnętrznych przemyśleń, spotkań z samym sobą osób, które chcą podzielić się swoim doświadczeniem, stanowić pewnego rodzaju drogowskaz dla wszystkich poszukujących radości i spełnienia w życiu.

TERAZ

Kiedy czuję smutek, zagubienie w natłoku myśli, wartościuję, określam. Co wtedy? Kiedy płaczę. Co wtedy? - Spójrz za okno. Co widzisz? – Setki światełek w oknach. Niebo bezkresne. Cienie na ścianach. Delikatny płomień świecy. Miarowy oddech śpiących dzieci. Wszystko trwa. Wszystko żyje. Wszystko w ciszy. Człowiek szuka w swoim życiu codziennie. Ogląda się za siebie. Analizuje.  Tysiące możliwości przeszłości, tysiące wariantów przyszłości. I ciągle za czymś goni. Odwraca się plecami do tego, co ma. Unosi się dumą, twierdząc, że życie byłoby lepsze gdyby... Że trzeba zmienić jedno, drugie, trzecie. Że nic nie jest takie, jak powinno. A jakie powinno być? Skąd ten pęd do zaprzeczania temu, co mamy na co dzień? Skąd niezgoda i niechęć na teraźniejszość? Na płynięcie z życiem, takim jakie jest? To właśnie wtedy pojawia się smutek. To wtedy drażni nas nasze zewnętrze. Chaos wnętrza powodowany nieakceptowaniem teraźniejszości pojawia się na zewnątrz nas i dotyka wszystkich koło nas, całą naszą przestrzeń. Wpływamy na siebie nieustannie. Nasze myśli kształtują nie tylko naszą rzeczywistość, ale też rzeczywistość naszych najbliższych, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, a nawet nieznanych nam ludzi. Kiedy czujesz smutek. możesz wyrazić go płaczem. Pamiętaj jednak, ze nie ma powodów do smutku. Nie istnieje nic, co mogłoby cię smucić. Tobie się tylko wydaje. Że życie jest ciężkie. Że jesteś samotny. To tylko nazwy – etykiety. Życie nie jest smutne ani wesołe. Jest. Płynie. Ty nie jesteś samotny ani radosny. Jesteś i płyniesz. Tak jak Życie. Bo Ty i Życie to jedno. Ta sama Rzeka w różnej formie. Po co nazywać? Po co analizować? Usiądź i czuj – muzykę, ciszę, śmiech dziecka. To wszystko to samo. I buduj mosty między jedną i drugą rzeką. Buduj mosty, by poczuć drugiego człowieka. Ile możesz zrobić, by wywołać uśmiech na jego twarzy. Jak często zapominasz, że to samo można powiedzieć inaczej, by budować drugiego człowieka. Każdy jest budowniczym. Narzędziami są słowa. Czuj je, kiedy mówisz. Spójrz w oczy drugiego człowieka i poczuj, co was łączy. Jak on odbiera twoje słowa. Wtedy zrozumiesz odpowiedzialność. Nie zapominaj też, że to, co burzy wszelkie tamy, to radość.   Nie myl jej z wesołością. Radość wypływa z twego Źródła, z poczucia, że Jesteś w  chwili teraźniejszej. I tego się trzymaj, choćby sztorm największy nadszedł. Jesteś tam, gdzie sztorm nie dociera. Jesteś Teraz. z

29 sierpnia 2014

Odkrywanie Ja Jestem

Nie bój się jutra. Jego nie ma. Skup się na blasku świecy, niebie pełnym gwiazd, smaku herbaty w ustach, cichym odgłosie kroków w mieszkaniu. Jest tylko to. Jesteś ty. Nie potrzeba nic więcej. Nie ma czasu. Nie ma nic. Żyjesz. Poczuj strumień szemrzący cichutko pod zewnętrznymi okolicznościami twojego życia. Nie próbuj na nic wpływać. Uszanuj wybory innych. Twoja rzeka płynie. Pozwól jej na to. Zobacz, nic się nie zmieniło. Nadal jesteś. Odczuwaj to życie całym sobą. Oddychaj. Ciesz się tym oddechem. Nic nie oczekuj. Bądź każdego dnia. Odkrywaj w tym byciu siebie. Każdy ma swoje życie, swój dar. Niech nie będzie powodem wywyższenia. Odkrywaj siebie w radosnej i spontanicznej codzienności. Nie oceniaj przychodzących i odchodzących okoliczności.  Akceptuj ludzi w ich cudownej rozmaitości, którą wnoszą w twój świat. Niektórzy zostają w nim na dłużej, inni sprawdzają, co u ciebie słychać. To przygoda. Nie próbuj na nią wpływać, dostosować do tego, co wydaje ci się sobą. Siebie dopiero odkrywasz, a odkryjesz, gdy wyjdziesz ku temu naprzeciw w otwartej, pełnej akceptacji postawie. z

27 sierpnia 2014

Obecność i uważność

Żyjąc zewnętrzem stawiamy sobie cele do realizacji. Mówimy, o czym marzymy i czego pragniemy. Nie dostrzegamy wtedy, że najważniejsze staje się to, co mówi nasze ja i nasza przyszłość. Wchodzimy w wir oczekiwań, który wciąga nas głęboko i czujemy rozczarowanie, kiedy zewnętrzne okoliczności są inne. Cele i marzenia zaślepiają nas na tyle, że tracimy z oczu rzeczywistość, która jest. Oceniamy ją wtedy i określamy – zła, ciężka, sprzyjająca – nadajemy etykiety czemuś, co po prostu płynie i jest bez potrzeby nazywania. Wchodząc do rzeki odwracamy wzrok od przyszłości i skupiamy się na teraźniejszości. Zaczynamy odczuwać siebie, zaczynamy poznawać swoje reakcje, swoje wnętrze, a inni ludzie niczym lustrzane odbicia pomagają nam w dotarciu do Źródła. Stajemy się obecni i uważni – zauważamy, kiedy nasza uwaga przenosi się z wnętrza na zewnątrz, kiedy inni zaczynają nami kierować. Odrzucamy planowanie przyszłości, widząc w niej iluzję naszych pragnień. Płynąc w Rzece Życia nie musimy lękać się tego, co będzie, bo będzie wszystko, czego potrzebujemy, na co jesteśmy gotowi. Świat zacznie nam sprzyjać, dając więcej niż byśmy sobie wymarzyli – daje więcej, gdyż nie narzucamy mu swoich wizji. Nie wydarzy się jednak nic, jeśli stale będziemy poszukiwać odpowiedzi w oczach innych niż swoje. Stworzymy wtedy świat przez kalkę, świat pusty, bo pozbawiony nas samych. To, co dobre dla kogoś, nie musi być dobre dla nas. To, że większość się z nami nie zgadza, nie oznacza, że tkwimy w błędzie. Potrzebna jednak do tego jest uważność, wyczucie granicy między naszym wnętrzem a zewnętrzem. I szczerość wobec siebie. Bez strachu przed wykluczeniem. Strach nie należy do nas. Kiedy zatopimy się w ciszy rzeki, słyszymy tylko jej nurt. Nie ma w nim strachu. Nie ma w nim śmierci. Wszystko trwa w spokojnej obecności. W obserwacji. W uważności. W poszanowaniu każdego istnienia i jego prawa do własnego życia po swojemu. Dlaczego tak bardzo chcemy, aby ludzie zgadzali się z nami? Aby żyli podobnie do nas? Aby nas akceptowali? Bo zapominamy, że to my mamy się ze sobą zgadzać, żyć własnym życiem i siebie akceptować. Wymagamy od innych czegoś, co jest naszym zadaniem – aby każdego dnia odkrywać siebie. Nie dla innych, nie dla przykładu. Nie dla podkreślenia własnego odrębnego ja. Przecież każda rzeka płynie po swojemu, nie ma lepszych czy gorszych. One po prostu są. Żadna rzeka nie może dostać wzoru, według którego popłynie. Każdy sam tworzy swój wzór. Jakże piękny i niepowtarzalny. Boimy się tej niepowtarzalności, chowamy się za innymi, gubiąc to, co stanowi o istocie życia odczucie obecności – żywej, radosnej, spontanicznej. Chowamy się w przeszłości, twierdząc, że to nasz wybór, a to niestety nasze ja odwraca się od rzeki, odwraca się od nieznanego, bo chce kontrolować, chce tego, co zna, w czym się odnajduje. I tłumaczymy to sobie, że tak jest w porządku, że inni to lub tamto. Tracimy wgląd w nas samych. Zwodzi nas strach. I zrzucamy odpowiedzialność na innych, na zewnętrze. Tam tkwi przyczyna. Kiedy przychodzi cisza, ego przestaje krzyczeć, że tylko my mamy rację. Dostrzegamy innych, inne rzeki radośnie szemrzące, płynące tak naprawdę w samotności. Zostawiamy je w ich wyborach. Pozostajemy w obecności i widzimy, że każdy odbiera życie na swój sposób, właściwy dla siebie. Że nie ma właściwszej drogi. Każda jest, jaka jest. Bo poszukując siebie nie można jednocześnie manipulować innymi, narzucać swojego spojrzenia na świat jako jedynego. Nie można zapomnieć o innych rzekach, tkwiąc w iluzji ważności własnego zdania, własnego chcenia. W zaślepieniu własną prawdą przestajemy szanować drugiego człowieka. Tymczasem każdy, kto pojawia się w naszym życiu, w naszej rzece jest darem mającym to samo źródło co my. W uważności i obserwacji widzimy intencje drugiego człowieka, ale ich nie oceniamy. Jesteśmy w ciszy, a tam nic nie potrzeba. Czujemy świat dookoła, naturę. Czujemy jedność. Naturalną jedność człowieka z Ziemią. W tej jedności wyrażanie siebie przychodzi z łatwością, bez oporu. Wyrażam swoje wnętrze po prostu. Nic nie chcę udowodnić. Przestaję być materią, stałym elementem podlegającym śmierci. Staję się sobą w bezcielesnej jedności ze wszystkim. Nie pomoże w tym żaden nauczyciel, nie ma wzoru. To twoje zadanie. z

27 sierpnia 2014

W rzece Życia

Nie można być tylko w Pustce. Nie można być tylko w Wypełnieniu. Trzeba wejść w jedno i drugie, by potem w równowadze odnaleźć siebie. Tak jak skupienie i rozproszenie – jedno wynika z drugiego. Bądź jednym i drugim jednocześnie – w rzece Życia, która cały czas płynie. W każdym wypełnieniu jest pustka. W każdej pustce jest wypełnienie. Przestrzeń jest wypełnioną Pustką. Życie jest wypełnione Pustką. Nie ma granic. Wszystko zawiera tę samą Prawdę. Nie ma żadnych różnic. Rzeka płynie. Jedna dłużej, druga krócej, każda w swoim rytmie. Ale w każdej jest ta sama woda, to samo Źródło, ta sama Świadomość. Próbujemy nią manipulować – swoją rzeką, rzekami innych. Ta o słabym nurcie się podda. Ta świadoma swego Źródła płynie dalej, nie zważając na zewnętrze. Dlaczego ludzie niszczą się wzajemnie i zabijają? Bo nie czuja swojego nurtu, jego swobody, pewności i spokoju. Myślą, że wiedzą, jak płynąć. I tworzą granice w sobie, naokoło siebie. Granice zamieniają się w państwa, które tak jak ludzie uważają się, za lepsze, gorsze. A w każdym człowieku płynie rzeka. Szemrze cichutko tuż pod powierzchnią. Zachęca – zanurz się w tę wodę. Odpocznij. Daj się ponieść. Zaakceptuj każdą sytuację. Nie oczekuj niczego. Po prostu płyń. Wtedy woda doprowadzi cię do Źródła – wpadniesz do morza i ujrzysz wszystkie rzeki naokoło siebie je tworzące. z

24 sierpnia 2014

Między pustką a wypełnieniem

Szukamy siebie. Ciągle. Tylko gdzie? W zewnętrznych oczekiwaniach. W spełnianiu pragnień innych osób. W chaosie codziennych wydarzeń. Szukamy słów, które nas ukierunkują. Drogowskazów na naszych pogubionych ścieżkach. Poszukiwać można ciągle. Wracać do różnych wariantów przeszłości. Rozpatrywać milion możliwości przyszłości. I wierzyć, że gdzieś w tym wszystkim ukryte jest nasze spełnienie. Zamykamy się w kręgu oczekiwań. Tymczasem w nas znajduje się już wszystko. Ukryte pod fałszywym płaszczem myśli. Spójrzmy w swoje własne oczy. Jak wielką głębię mają. Są bramą do wnętrza. Patrząc w nie, odpowiedzmy sobie na pytanie – czy czuję spełnienie? Nic nie oczekując, bez określania celów, marzeń, założeń. Jeszcze raz – czy czuję spełnienie? Siebie. Oczywiście – mam wszystko. Ale, czy mam siebie? Czy odrzucam zewnętrze, bo jest dla mnie niewygodne i wchodzę w pozorną ciszę? A ono napiera, bo tyle spraw czeka na rozwiązanie. Czy akceptuję zewnętrze? – jest, jakie jest. Akceptując je, mogę poznać siebie – swoje reakcje, emocje. Akceptując, nie oceniam, nie przyklejam etykietek, nie dzielę świata na dobry i zły.  Poznaję prawdę o sobie bez oślepienia, bez ucieczki. To pozwala uporządkować świat zewnętrzny, by pomógł w spełnieniu. Bez rewolucji, palenia mostów. W bezruchu swojej świadomości, w cichej obserwacji. W pisaniu swojej, nie czyjejś bajki. Zauważy się wtedy, że spełnienie już jest. Właśnie w akceptacji całej sytuacji, w jakiej żyję. To moja rzeka. Płynę w niej, obserwuję, nie oceniam. Raz szybciej, raz wolniej, meandrując, potem znów prosto. Nic nie wymuszam. Nie narzucam mojej wizji mojego świata. Wszystko samo przychodzi i odchodzi. Pozwalam tylko, by się działo. I cały czas odkrywam siebie. Pojawia się sytuacja za sytuacją – to moje doświadczenia. Zbieram je. Kiedy uzbieram, okażą się bez znaczenia, ale na ten moment są dla mnie. Cały czas między pustką a wypełnieniem. Jedno umożliwia drugie. Czas się w tym odczuć, odrzucić fałszywych proroków. Pustka i wypełnienie jest tobą po prostu, jest tym samym, w znaczeniu bez znaczenia. W Teraz własnego Ja. z

24 sierpnia 2014

rozmowa z sobą

Wydawałoby się, że to najprostsza rzecz. Rozmowa z samym sobą. Od razu nasuwa się pytanie z samym sobą, czyli z kim? Zaplątani w chaos myśli i emocji nawiązujemy kontakt tylko ze swoim umysłem. Z jego ograniczeniami, narzuconą wizją przyszłości poprzez przeszłość. Tkwimy w martwym punkcie. Nic się nie zmienia. Jesteśmy niczym żaglowiec na morzu bez wiatru. Dzieje się tak zawsze, kiedy to umysł nami rządzi, kiedy za prawdziwe przyjmujemy to, co on podpowiada. Nie widzimy wtedy siebie. Nie mamy świadomości własnego Ja. Odgradzamy się od ludzi tamą negatywnych emocji. Przerzucamy je na zewnątrz, tworząc negatywny obraz drugiego człowieka, nawet całego świata. Nasze ciało zaczyna odzwierciedlać ten stan zagubienia, popadając w chorobę.

 

Rozmowę z samym sobą należy rozpocząć od akceptacji siebie samego w danym momencie, w danej sytuacji życiowej. Dzięki akceptacji wycisza się umysł,a my możemy przenieść się w świat odczuwania bezumysłowego, świat doświadczania samego siebie. Za akceptacją siebie w chwili teraźniejszej, pojawia się akceptacja innych – bez emocji i oceny. Z akceptacji innych wynurza się akceptacja świata po prostu. Wtedy też drugi człowiek, a właściwie każda istota żyjąca stają się naszym lustrem, pozwalającym na odczucie siebie. Kiedy znika ocena drugiego człowieka, możemy dostrzec w nim siebie samego. Przestajemy porównywać, oceniać, nazywać, zaczynamy odczuwać. Z odczuwaniem pojawia się Świadomość Własnego Ja, świadomość własnego życia, świadomość decyzji, które wpływają na jego kształt. Rozpoczyna się prawdziwa rozmowa w indywidualnym odczuciu siebie i swojej przestrzeni. Pozostajemy w uważności, dzięki której nie przyjmujemy już stanowiska innego niż nasze. Koncentrujemy się na naszych celach, marzeniach, bo nagle okazuje się, że wiemy, co robić. Każdą decyzję podejmujemy w teraźniejszości bez obawy o jutro. Żyjemy ty, co dzieje się w danej chwili. Łatwiej wtedy o radość, bo obawa o przyszłość nie mąci chwili teraźniejszej. Niekończące się uczestnictwo w różnego rodzaju warsztatach, wprowadza nas tylko w iluzję, że dużo się dzieje, że bardzo się zmieniamy, a w nas nie ma żadnej zmiany. Tymczasem zmiana jest potrzeba, żeby zrobić coś, czego się do tej pory nie robiło. Jeśli czujemy się nieszczęśliwi, trzeba podjąć kroki, które ten stan rzeczy zmienią. Kroki ze Świadomością Własnego Ja. z

11 sierpnia 2014

mechanizmy

Wszystko zaczyna się od zwykłej sytuacji życiowej, takiej trafiającej się człowiekowi codziennie lub zaskakującej go. Możemy odczuć ją dwojako: energetycznie poprzez ego lub duchowo w świadomości. Z punktu widzenia ego wdajemy się wtedy w dyskusję, wypowiadamy się na jej temat, radzimy drugiej osobie, podpowiadamy, choć nie przeżyliśmy tego samego, a odczucie tej sytuacji jest indywidualne, odbierane przez człowieka przez pryzmat jego doświadczeń, jego potrzeb rozwoju. Każdy dostaje to, czego potrzebuje i tylko on sam wie, co w tej sytuacji odczuwa. Tymczasem w człowieku odczuwającym poprzez ego pojawia się mechanizm, który każe mu walczyć o zaistnienie, choćby przez wypowiedź na dany temat, radę. Nie o wyrażenie siebie wtedy chodzi, lecz o pokazanie, że się jest. O podkreślenie swojej ważności.

Człowiek jeżdżący od warsztatów do warsztatów, przeskakujący z książki do książki, ginie w natłoku metod – opartych na powielaniu jakiegoś mechanizmu działania. Nie widzi wtedy siebie i swojego Ja, widzi metodę, która przysłania mu prawdę o sobie. Dochodzi wtedy do ciągłego oczekiwania – co się dostanie na następnym spotkaniu? Oczekuje się nawet medytacji, która staje się mechanizmem – człowiek sam sobie narzuca jej porę, charakter, przebieg. W grupie przybiera to postać oczekiwania na „święte słowa”, które wypowie ten jedyny prowadzący, mający dostęp do wyższych przestrzeni, mogący podłączyć, uruchomić, itp. Wtedy pojawia się mechanizm tłumaczący – on jest w porządku, bo Bóg przez niego przemawia, on w jego imieniu może odebrać i przywrócić człowiekowi moc. Kiedy wejrzy się w głąb siebie, porozmawia ze swoją świadomością, tego typu manipulacja staje się oczywista. W Świadomości Własnego Ja wszystko jest zawarte i sam za wszystko ponosisz odpowiedzialność. Wierzysz w Prawo do wyrażenia siebie, a wiara ta powoduje, że Moc zaczyna działać. Wtedy giną też mechanizmy egzystencjalne wywołujące obawę o przyszłość (pieniądze, praca, zdrowie).  Przestajemy wyrażać poglądy (ego je ma), zaczynamy wyrażać siebie. Wyznaczamy sobie cele, które chcemy osiągnąć, nie zakładając czy to się uda, czy nie. Tu może wystąpić kolejny mechanizm – musi się udać natychmiast. A to pułapka. Pogodzenie się z samym sobą, swoją ciemną i jasną stroną, daje pogodzenie się z życiem i akceptowanie wszystkich wydarzeń. One stają się naszym napędem, chcemy doświadczać, aby poznać siebie, swoje reakcje, nieważne jakie, bo dobro-zło przestaje mieć znaczenie. Uświadamiamy sobie, że wszyscy dążymy do tego samego, każdy doskonali siebie. To, co nas drażni wokół, w innych, okazuje się być tym, co nas w sobie drażni. Kiedy zaakceptujesz siebie, wszystko przestaje mieć wpływ na ciebie. Żyjesz sobą. z

24 marca 2014

świadomość świadomoścI

Istnieją dwa typy świadomości. Z pierwszą – świadomością w ego – potrzebującą określania, związana jest siła i naśladownictwo; druga – świadomość w świadomości – pozostaje nieokreślona, bo w niej wszystko się określa, związana z mocą i wyrażaniem siebie.

Trzeba sobie uświadomić, że człowiek zazwyczaj chce być silnym, nie mocnym i moc postrzega jak siłę, czyli z poziomu ego. W naśladownictwie, w wierze w autorytety, powiela schematy działania – metody. Szczególnie kiedy spotyka guru – który w poczuciu swojej wyjątkowości narzuca swoją metodę rozwoju. Dopiero kontakt z prowadzącym-wskazującym i mentorem, który tylko mówi i czeka na pytania, pozwalają na odejście od utartego schematu. Bo odczucie mocy możliwe jest tylko w teraźniejszości odbieranej indywidualnie, poza narzuconą przez kogoś metodą. Pojawia się wtedy Wypełnienie ciemną stroną i jasną stroną, czyli Pełnia, która jest Pustką, która jest Mocą. Akceptacja własnej dualności pozwala na zaakceptowanie zmian w życiu, które dzieją się nieustannie – możemy na nie odpowiedzieć lub nie. Ta Moc z głębi świadomości jawi się jako niezwykła łagodność, harmonia wypełniająca cały świat i wszystkie istoty. Nie ma w niej miejsca na wyjątkowość, bycie jedynym, wybrańcem, itp. Ona jest wszystkim dla wszystkich i działa cały czas. Im bardziej żyjemy teraźniejszością, tym bardziej ją czujemy. Pewność siebie, która się wtedy pojawia stanowi zaprzeczenie arogancji ego z nonszalancją i wyrachowaniem. Będąc w Mocy po prostu mówi się Prawdę i żyje nią asertywnie, w poczuciu odpowiedzialności – bez strachu przed urażeniem drugiej osoby (to fałszywa odpowiedzialność). Im głębiej się człowiek otwiera, tym mniej wie (z poziomu ego) i gaśnie wyjątkowość. Dlatego trzeba wycofać mechanizmy, narzucone przez ego, mechanizmy życia, reagowania, pozwolić sobie na odczuwanie życia przez samego siebie – swoją Świadomość pozbawioną schematów i metod. Wtedy trwanie trwa – w ciągłym niedziałaniu, a wszystko się dzieje, budujesz mosty do drugiego człowieka, nie oddzielając się tamą wywoływanych w nim na drodze interakcji uczuć.

Zabieranie wolności poprzez budowanie w drugim człowieku poczuciu wyjątkowości, wskazywanie na coś na zewnątrz (najczęściej cierpienie innych), by wywołać pozytywne emocje (patrz, jaki jestem miłosierny, dobry, otwarty), to bardzo przebiegły mechanizm. Kiedy nasz autorytet jest miłosierny, zaangażowany, wrażliwy, sami chcemy tacy być, bo wydaje się nam to głębokie i wzniosłe. Tymczasem to niebezpieczna metoda zatruwania świadomości, bo chcemy być tacy sami jak autorytet, którego podziwiamy i zapominamy o sobie, o zmianie własnych słabości. Widzisz to, co ktoś chciał pokazać, nie siebie w dualności. Chcesz być tylko dobry, czyli zaślepiony, bo natura człowieka nie zawiera samego dobra. Tymczasem w Świadomości Świadomości, do której dochodzi się poprzez uświadomienie swoich dwóch biegunów, istnieje cały czas Moc Zmian, w której zawiera się Prawo do wyrażania siebie. Stamtąd wszelkie mechanizmy manipulacji, nawet te najbardziej subtelne, są widoczne i rozpoznawalne. Tam nie ma zaufania, które często próbuje się w nas wzbudzić, by podporządkować człowieka (najpierw buduję ciebie, żebyś potem widział mnie, jak ja chcę, a nie prawdę). W Świadomości zawsze odbiera się Prawdę o drugiej istocie – Kim jest? Dokąd idzie? I pytania te nie dotyczą egzystencji. Odbiera się Prawdę o sobie i poprzez nią Prawdę o innych. Nie ma już za czym, ani za kim ukryć, tym bardziej za ego. Pojawia się Zmiana, czyli Zaistnienie, nie ma tego, co stanowiło słabość, bo rozmawiasz ze Świadomością, nie z umysłem. Wraz z nią odczuwamy wiarę, tutaj podjęcie decyzji owocuje natychmiastowym skutkiem. Wycofuje się ego ze strachem, lękiem przed utratą, zakładaniem równoznacznym z wycofaniem. To kluczowe słowa: Świadomość – Wiara – Moc – Prawo. Na tym poziomie wychodzi się z obserwacji na rzecz odczuwania. Nic z zewnątrz nie ma wpływu na naszą fizyczność, zdrowie, materię, bo zawierasz się w mocy. Ty wpływasz na wszystko, na ciebie nie wpływa nic, a każda słabość stanowi wynik braku uważności. Wspólne wyrażanie się w czymś nie stanowi już problemu, bo nie istnieje potrzeba wyjątkowości.

Przeznaczeniem człowieka jest nauka latania, nie czekanie aż ktoś tego nauczy – każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie: chcę wiedzieć kim jestem, czy ktoś ma mi powiedzieć kim jestem? Nie potrzeba nikogo do uruchomienia tego procesu, to kolejny podstęp ego. Aby jednak go zainicjować trzeba zamknąć za sobą drzwi ego i otworzyć drzwi Świadomości, bez awaryjnie uchylonej furtki. Zostawić wyjątkowość na rzecz ciszy. Zostawić potrzebę odniesienia się do czegokolwiek, bo ego zawsze powie, że to niemożliwe, przeanalizuje, wskaże „za” i „przeciw”. Ale ego to zaprzeczenie człowieka – jest tym, czym dokładnie człowiek nie jest. Tu trzeba uważać na rzeczy, które mogą nas do zmian przybliżyć, ale same w sobie zmianą nie są (wytłumaczenie z punktu widzenia ego – że już coś robię, że jestem coraz bliżej). Prawdziwa zmiana przekłada się na życie. Kochamy czytać, uczestniczyć w warsztatach, spotykać się, a tak naprawdę zaspokajamy swoją rządzę wyjątkowości, bo wydaje nam się, że robimy coś wyjątkowego. Wtedy zmiana stanowi tylko element ego. Zauważamy swoje słabości, nazywamy je, ale to żadna zmiana. Dążymy do wspaniałych celów, oczekujemy, że świat się wywróci do góry nogami – ale wtedy to tylko ego. Dopiero zatopienie w głębi Świadomości daje chęć i wiarę w zmianę, która od razu zostaje wcielona w życie, w ciszy i zwyczajności, która staje się cudem. z

21 marca 2014

WYRAZIĆ SIEBIE

Każdy z nas ma w sobie zawarte Źródło. Stamtąd pochodzi Świadomość Własnego Ja. Tam znajduje się wiedza dostępna dla każdego, kto przedrze się przez gęstwinę ograniczeń. Wokół nas wiele jest osób mówiących o podobnych rzeczach, poszukujących i naprowadzających. To translatorzy – nie mówią o niczym nowym – mówią o tym, co w tobie jest zawarte, co już wiesz, choć nie do końca w to wierzysz. Ich słowa wywołują początek reakcji – to rodzaj bomby, której wybuch, mniejszy lub większy, budzi w nas to, co jest. W wiedzy przekazywanej przez wielu nie ma nic wyjątkowego. To ego chce być dumne i wyjątkowe i lubi chełpić się wyjątkowością odkryć. Tymczasem, przy udziale odwagi, woli, ochoty okazuje się, że wiedza jest jedna i Źródło jest jedno – w nas. I niewiele ma ono wspólnego z wyjątkowością, a więcej z indywidualnością odbioru i przeżyć, wynikających z sumy naszych doświadczeń. Nasze ego chce czuć się wyjątkowe, gdy tymczasem nasze Ja jest wyjątkowe – w swojej indywidualności dającej wspaniały wszechświat. To również nasze ego poszukuje tych odczuć wyjątkowości, tego poczucia wspaniałości chwili i skacze od przekazu do przekazu, od książki do książki, od warsztatu do warsztatu, a uczestnictwo w tym wszystkim wspaniałym, daje nam poczucie wspaniałości. Nie tędy droga. To przetrwanie jedynie od ekstazy do ekstazy, z której powstaje wypalenie. Bo rzecz w tym, aby zabić w sobie wszystkie elementy podporządkowujące, przefiltrować przez sito własnego Ja całość otaczających nas słów, przyjąć i przejąć w działaniu dla siebie to, co jest zgodne z naszym postrzeganiem świata. Tu potrzebne jest zaufanie do siebie i wiara w swój wewnętrzny kompas, który wskazuje kierunek rozwoju prowadzący do Źródła przez zewnętrzne doświadczanie – odczuwanie, z którego rodzi się zrozumienie i ochota dążenia do Prawdy Swojego Prawa. Ważna jest odpowiedź na pytanie – czy ja Jestem, czy ja to strój lub maska wkładana przy różnych okazjach i dopasowywana do chwili. Jeśli chcesz żyć Prawdą o sobie, czeka cię zadanie uśmiercenia ego – śmierć śmierci, by odtąd nie śmierć  cię prowadziła, ale Życie. Tak się dzieje, kiedy podejmiesz decyzję, że chcesz zwyciężyć, nie przetrwać. Że systemowa siła to dla człowieka zagłada. Że Życie jest równoznaczne z Prawem Własnego Ja. Zaczynając więc swoją drogę do Siebie człowiek poszukuje pieca, kogoś, kto, dając nadzieję i wiarę, ogrzewa i pomaga dostrzec elementy pozwalające ruszyć przez życie własną ścieżką. To jednak jest tylko przetrwanie. Dzięki temu doświadczamy zrozumienia, pośredniego zwycięstwa, które można nazwać dokładaniem do wspólnego pieca, by w końcu zbudować piec własny, czyli wyrażać się we własnym prawie i dawać nadzieję i wiarę kolejnym budowniczym własnego świata. Kluczowe tu jest uświadomienie, że piękno naszego ziemskiego żywota bierze się z różnorodności sposobów doświadczania. Każdy wyraża swoją głębię, po swojemu, według swoich doświadczeń. Każdy robi coś, co służy innemu, a prawo systemowe nakazuje nam oceniać – wywyższać jedno ponad drugie. Tymczasem wszystko jest ze sobą powiązane i doświadczanie życia przez innych ludzi stanowi źródło naszych indywidualnych doświadczeń. Wszystko jest w sobie zawarte i niezbędne do rozwoju ludzkości. Człowiek natomiast upatruje w wyjątkowości indywidualnych doświadczeń wyższości lub niższości, na które nie ma miejsca. To system i związane z nim ego przymuszają nas do wiecznej oceny, opowiadania się po jednej lub drugiej stronie barykady, uznawania jednych za lepszych, drugich za gorszych. Tak rodzi się schemat postrzegania rzeczywistości jako systemu klatek, w które zamykamy ludzi wedle ich iluzorycznych zasług. Takie patrzenie zatruwa naszą egzystencję, spłyca ją do poziomu wyścigu o palmę pierszeństwa. W mocy Prawa Własnego Ja to wszystko cichnie. Pojawia się Zwycięstwo – życie Życiem, własnym Źródłem, własną Świadomością. Przestajesz przyjmować do swojego wnętrza elementy z sobą niezgodne i jednocześnie pozwalasz innym na swobodne wyrażanie się w ich własnym prawie. Co więcej wraz ze śmiercią śmierci kończy się poszukiwanie odpowiedzi na pytania: kim jestem? Dokąd idę? Okazuje się bowiem, że one prowadzą do Źródła, choć nie są w nim zawarte. One są dystansem do pokonania, odpowiedzą do znalezienia, tymczasem w Jestem nie ma nic. Nie ma pseudoindywidualności opartej na ocenie. Nie ma imienia. Tam nie musisz go mieć.  Nie musisz się odróżnić. Bo liczy się tylko Istnienie. Tak zaczyna się obserwacja konsumpcji życia, szalonego pędu człowieka do samounicestwienia, w którym potrzeba przynależności do zewnętrznego „czegoś” (drugiego człowieka, organizacji) i widzenia w tym „czymś” źródła własnych niepowodzeń właściwie zamyka drogę do Źródła. Daje to fałszywe poczucie bezpieczeństwa i systemową siłę, która wmówiła, że wyrażanie własnej indywidualności jest złe.

Każdego, kto próbuje żyć według własnej Prawdy, uznaje się za wroga, tego gorszego, egoistycznego krzywdziciela. Sile zawsze zależy na interakcji – dlatego ocenia, ale to nie-wola. Dopiero niereakcja, czyli wola gasi siłowego przeciwnika. Systemowa prawda głosi, że trzeba być dobrym – trzeba się upodobnić do innych, inaczej jest się złym. Wprowadza to ogromne zafałszowanie Prawdy o człowieku – który składa się ze zła i dobra, z dualizmów niepodlegających ocenie. Dlatego tak trudno zaakceptować nam nasze słabości, gdyż wydaje nam się, że one czynią nas złymi, gorszymi. Kiedy dojdzie do śmierci ego ten podział przestaje mieć znaczenie. Widzę siebie i widzę innych, nie mam nic do ukrycia, bo akceptuję swoją Prawdę, swój dualizm i dzięki temu przestaje ona odgrywać jakakolwiek  rolę. Dzięki temu pozostaję w punkcie zero i widzę otaczający mnie świat taki, jakim jest, bez systemowego lukrowania czy demonizowania. Odczuwam, więc nie reaguję, widzę człowieka nie poprzez siebie, ale w nim samym. Dochodzi się bowiem do odkrycia, że Jestem to Jestem Nikim. Umysł się tego boi. Nie może zaakceptować, że w Prawdzie przychodzi uwolnienie od zewnętrza. Wszystko rozwiązuje się wtedy wewnątrz siebie. Zanika strach, bo wiemy, że nic z zewnętrza nie zadziała, gdy wyrażamy swoje prawo. Mówimy wtedy zawsze do siebie, nawet gdy mówimy do innych. z

o akceptacji

Zyskując Świadomość Własnego Ja, człowiek odkrywa jednocześnie, że istnieje w Prawie Własnego Ja. To prawo duchowe często stojące w sprzeczności z podporządkowującym ludzi prawem moralnym. Pierwsze wynika z akceptacji wolności siebie, świadomości, że jestem sam dla siebie Prawem, tu i teraz i w nim chcę się wyrażać, drugie reprezentowane jest przez ego, które narzuca nam swoje ograniczenia. Strach, zwątpienie, smutek, złość stanowią zaprzeczenie samostanowienia o samym sobie, gdyż automatycznie zaprzeczają duchowemu prawu, w którym wyjście z liniowości powoduje, że wszystko się staje, a nawet istnieje i czeka tylko na właściwy moment, by się przejawić w fizyczności. Wyrażanie się w zaprzeczeniach wprowadzanych przez ego, powoduje niestety, że duchowe prawo nie może się objawić. Jedno bowiem zaprzecza drugiemu. Dopiero wyjście poza sprzeczności, a więc wyrażanie się w sobie, nie w ego jest początkiem wkraczania w stan Pustki, kiedy to z Koła Życia, a więc sumy naszych doświadczeń, wkraczamy do Źródła Życia, gdzie zaczyna się nowe życie, oparte na odczuwaniu, a nie nazywaniu i ocenianiu. Odrzucamy „dorosłe” ego na rzecz wewnętrznego dziecka, dla którego liczy się tu i teraz, które żyje w akceptacji i broni swoich granic – jest asertywne i radosne. Nie widzi cienia – obłudy słuszności, bo odbiera rzeczywistość poprzez siebie, nie poprzez podporządkowujące zewnętrze, wypełnione oczekiwaniami i oceną.

Pozbawienie się prawa do samego siebie to jednoczesne poddanie się biegowi życia, utrata wpływu na nie, czyli zaprzestanie wyrażania się w samym sobie na rzecz zewnętrza. Okazuje się wtedy, że tylko całkowita akceptacja siebie, w pokorze odczucia i zmiany swoich słabości pozwala na odzyskanie spokoju potrzebnego do uruchomienia Mocy, która powoli wprowadza nas do Źródła Samego Siebie, do Esencji. Umysł nie ma tam dostępu. Tutaj nawet świat fizyczny naprowadza nas na konieczne wyciszenie i rozmowę z samym sobą. Każdego wieczoru powoli zamiera, by cisza i ciemność zewnętrza zwróciły naszą uwagę na siebie. Tak oto w codziennym spotkaniu z własnym Ja, Duch znajduje przełożenie na ciało fizyczne, wprowadzając Prawo Własnego Ja, czyli Prawo Zmian, które powoduje, że nawet genetyka człowieka przestaje mieć znaczenie, bo liczy się stan na tu i teraz. By jednak dotrzeć do uzdrawiającego Źródła Życia trzeba zaakceptować siebie na drodze doświadczeń w Kole Życia i wybrać, czy chce się je w nieskończoność powtarzać, czy wkroczyć do Wnętrza. z

Świadomość Własnego Ja

Życie każdego człowieka zawiera się w Kole Życia, w Źródle Życia, które, poza odczuwaniem, pomagają uświadomić sobie pojęcia równowagi, harmonii, pustki i wypełnienia jednocześnie, prawdy, wyzwolenia, wolności i świadomości. To Esencja naszego człowieczeństwa. Dopiero nasiąknięcie nią umożliwia dzielenie się z innymi tym, co stanowi o naszej istocie. Równocześnie zaczynamy widzieć, czyli odczuwać wewnętrznie, że świat zewnętrzny opanowany jest przez chaos, skupiony na patrzeniu i ocenianiu tego, co fizyczne oczy odbierają. Takie doświadczenie pozwala na wkroczenie na Ścieżkę Życia, gdzie najważniejszy pozostaje wewnętrzny cel naszego Ja, niewiele mający wspólnego z naszymi zachciankami czy wyobrażeniami o idealnym życiu.

Potem, na drodze medytacji, zyskujemy kontakt najpierw z Świadomością, potem z Czystą Świadomością, by w końcu dotrzeć do Jaźni. Towarzyszy temu uświadomienie sobie celów własnego Ja, równoznaczne z odpowiedzią na kluczowe dla każdego człowieka pytania: Kim jestem? Dokąd idę? Odpowiedź ta formuje się na naszej indywidualnej drodze do obudzenia i opiera się na własnych, niepowtarzalnych doświadczeniach i wnioskach, jakie z nich wyciągamy. Tak powstaje „baza danych” każdej istoty, która pomaga realizować cele i marzenia. Wtedy dochodzi do rozdarcia Ja na cząstkę ludzką, z silnym i zamazującym Prawdę ego oraz cząstkę Boską – Świadomość.

Ten konflikt to nasze jednostkowe doświadczanie Świadomości, a nam pozostaje wybór między związanym z ego prawem moralnym i typowym dla niego poczuciem misji lub drogą zgodną z prawem duchowym. Obranie Drogi, nie misji umożliwia powrót do Domu, czyli do siebie samego, prawdziwego, zawartego w Macierzy, a więc wspomnianym już Kole lub Źródle Życia. Na drodze tej, w chwilach zwątpienia i obawy, napotykamy na echo przeszłości jednoznaczne z ego i jego ograniczeniami. Pomocne jest wtedy odejście od liniowego postrzegania czasu na rzecz świadomości, w której czas nie istnieje. Zaczynamy bowiem rozumieć, że żyjemy czymś, czego nie ma. Echo przeszłości zawiera się też w pojęciu cienia, czyli czegoś, co istnieje, choć nie istnieje, a stanowi obłudę słuszności.

W obliczu takiego zwątpienia uświadamiamy sobie moc płynącą z wiary i nadziei, bo wiara w cuda czyni cuda.

Pragnienie doświadczania Jaźni, a zatem Ducha daje nam wiarę, że całe echo przeszłości, związane z ego, ocenianiem i emocjami złości, nienawiści, strachu można zamienić w wolność, która jest stanem świadomości zawierającym w sobie naszą śmierć i narodziny. Poczucie wolności, czyli przebywanie w stanie pozbawionym ograniczeń, w Punkcie Zero pozwala na osiągnięcie Pustki, dzięki której możemy się wypełnić (choćby uświadamiając sobie swoje słabości) i rozpocząć kroczenie Drogą pełnej odpowiedzialności za swoje życie, bo najczęściej człowiek nie zdaje sobie sprawy, że sam jest źródłem wszystkiego, czego doświadcza. Łatwo bowiem poznać Drogę, trudniej konsekwentnie nią podążać. Wystarczy jednak przypomnieć sobie kim się jest, by na nowo odczuć odwagę, prawdę, poczuć lekkość inspiracji i zobaczyć, jak zmiany zaczynają się tu i teraz. Każda zmiana przyszłości, to nasza praca do wykonania właśnie tu i teraz. Zmiany w rzeczywistości mają przecież zawsze wpływ na nasze życie, a wejście do Esencji, do Źródła Życia budzi nas z uśpienia, wyzwala z niepamięci o nas prawdziwych. Dążymy zatem do osiągnięcia stałej komunikacji między naszym własnym DNA, a DNA Wszechświata, czyli Boskiej Matrycy. Wszelkie stany silnych emocji, szczególnie gniewu czy furii, niszczą miłość oraz odpowiedzialność i wyczerpują odporność DNA człowieka. Wtedy skupienie świadomości w formie ciągłej modlitwy, medytacji pozwala na 60-procentowe oczyszczenie, uzdrowienie. Pozostałe 40% leży po stronie naszej dbałości i odpowiedzialności za ciało fizyczne, choćby w uważności na jakość pożywienia.

Dążenie człowieka do odczuwania zewnętrznego i wewnętrznego świata stanowi podstawę świadomego funkcjonowania w codzienności, gdzie Pole, a więc nasza najbliższa przestrzeń, rozszerza się w Kanał Bratni, by połączyć się z Boską Matrycą.

TELEFON: 515 465 815

EMAIL:  drejza@drejza.pl

SKYPE: przemodrejza

© 2014 Przemysław Drejza

design IDEAPRESS